„Fotografia to pamięć”. Historia Valentyna Mahovkina – zwycięzcy kategorii „Dziedzictwo polskie w Ukrainie” w Wiki Lubi Zabytki 2024
Są takie historie, w których widać, że dokumentowanie dziedzictwa nie jest tylko aktem rejestracji rzeczywistości. To raczej cicha, długa praca z pamięcią – z tym, co trwa, chociaż często pozostaje ukryte. Historia Valentyna Mahovkina, autora nagrodzonego filmu o Czarnym Ostrowiu, jest właśnie jedną z nich.
Wywiad w oryginale:
👉 https://wlm.org.ua/valentyn-mahovkin/
Miejsce, do którego wraca się sercem
Valentyn pochodzi z Chmielnickiego, ale kiedy opowiada o swoich korzeniach, od razu kieruje myśl ku Martynówce – wsi założonej przez polskich przesiedleńców z Mazowsza. To punkt odniesienia, przestrzeń rodzinnych wspomnień, śladów przodków.
To tam zaczęła się jego historia z patrzeniem na świat przez obiektyw. Pierwszy aparat, Zenit E, dostał od wujka Kazimierza. Dla dziecka z Podola była to przepustka do innego wymiaru: świat można było zatrzymać, opisać obrazem, ocalić.
Fotografia towarzyszyła mu długo zanim przeszedł próg Wikiprojektów. Dopiero w 2023 roku wziął udział w konkursie „Wiki Lubi Zabytki”, zgłaszając m.in. zdjęcie cmentarza żydowskiego na Wołczej Górze. To fotografia, która pokazuje jego wrażliwość: umiejętność dostrzeżenia tego, co na co dzień bywa niewidoczne, mimo że istnieje tuż obok.
„Jednym z najważniejszych elementów przekazywania informacji przyszłym pokoleniom jest fotografia cyfrowa” – mówi.
„Można dzięki niej popularyzować zabytki i tworzyć archiwa, które kiedyś pomogą badaczom i konserwatorom.”
Nagrodzony film o Czarnym Ostrowiu
W 2024 roku w ukraińskiej edycji konkursu pojawiła się nowa kategoria: „Dziedzictwo polskie w Ukrainie”. To właśnie w niej zwyciężył film autorstwa Valentyna Mahovkina i Nazara Kryżanowskiego.
Film jest nie tylko zapisem miejsc. To opowieść o małym miasteczku, którego historia splata wątki polskie, ukraińskie, żydowskie i włoskie.
Twórcy prowadzą widza przez przestrzenie znane lokalnym mieszkańcom, ale niemal nieobecne w szerszej świadomości: pałac Przeździeckich, dawną austerię – centrum życia towarzyskiego XIX wieku – czy aptekę Jana Wiśniowskiego.
Jest w tym filmie coś więcej niż dokument – czułość do miejsca, które przez dekady trwało w półcieniu.
Polski cmentarz: miejsce, które wróciło do głosu
Najbardziej poruszającą częścią historii jest jednak ta, która dotyczy polskiego cmentarza na Wilczej Górze. Kiedy Valentyn mówi o tym miejscu, mówi jak ktoś, kto wraca do rodzinnego domu.
Cmentarz – założony na początku XIX wieku – był przez lata niewidoczny. Zarośnięty krzewami, z nagrobkami przewróconymi, rozbitymi, często ukrytymi pod ziemią. Niektóre z krypt służyły jako nielegalne wysypiska. Inne nosiły ślady powojennych zniszczeń i grabieży.
W 2016 roku rozpoczęła się akcja sprzątania. Nie była spektakularna – to nie były duże granty, projekty medialne, konferencje. To było sobotnie spotykanie się ludzi, którzy wiedzieli, że jeśli nie zrobią tego teraz, cmentarz przestanie istnieć.
Valentyn opowiada o tym jak o procesie budowania wspólnoty:
„Odkrywaliśmy nagrobki, które nawet w ziemi zachwycały kunsztem. To było niesamowite doświadczenie. Ludzie zobaczyli, że mogą coś przywrócić.”
Z czasem udało się:
- odnowić bramę (dziś jedyny element z formalnym statusem zabytku),
- wybrukować miejsce nabożeństw,
- oczyścić teren z krzewów i śmieci,
- odrestaurować 22 nagrobki dzięki wsparciu Instytutu Polonika.
To, co wydawało się miejscem zapomnianym, odzyskało swoją tożsamość.
Kim byli ludzie, którzy tu spoczęli?
Cmentarz jest dziś czymś więcej niż tylko miejscem pochówku. To mapa historii regionu.
Spoczywają tu m.in.:
- duchowni związani z parafią,
- miejscowi lekarze i zarządcy,
- właściciele ziemscy,
- oraz – co szczególnie niezwykłe – dwaj Włosi związani z Czarnym Ostrowiem.
Pierwszy z nich to Luigi Tonini, skrzypek i dyrygent, który potrafił prowadzić orkiestrę na takim poziomie, że w 1847 roku dyrygował nią… sam Ferenc Liszt.
Drugi – Matteo Bocelli, malarz, który stworzył portrety rodziny Przeździeckich i spędził ostatnie 20 lat życia właśnie tutaj.
To historie, które przez lata nie miały swojej przestrzeni. Dzięki pracy wolontariuszy i publikacjom w Wikimediach zaczynają zyskiwać własne miejsce w otwartej wiedzy.
Wspólnota, która rośnie dzięki wspólnej pracy
Jednym z najbardziej symbolicznych momentów jest historia młodzieży, która po zakończeniu prac na polskim cmentarzu… sama poprosiła o możliwość uporządkowania prawosławnej nekropolii po drugiej stronie drogi.
„Wspólna praca daje skrzydła. To dobry przykład dla kolejnego pokolenia.”
W tym jednym zdaniu widać sens całego procesu: troska o dziedzictwo nie jest kwestią narodowości, ale odpowiedzialności za przestrzeń, w której się żyje.
Prace trwają dalej – i będą trwać
Dziś społeczność skupiona wokół Valentyna:
- bada księgi metryczne,
- porządkuje dokumentację,
- szuka informacji o kolejnych pochowanych osobach,
- organizuje obozy i akcje wolontariackie.
Informacje o działaniach publikowane są na stronie projektu Coemeterium oraz w komunikatach Stowarzyszenia Magurycz, które wspiera prace konserwatorskie.
Dlaczego ta historia jest ważna dla Wikimedia?
Bo pokazuje, że dokumentowanie zabytków nie jest jedynie aktem fotografowania.
To praca z pamięcią.
Z troską o lokalne historie.
Z wysiłkiem, który zaczyna się od jednego zdjęcia, a kończy na przywróceniu miejsca całej społeczności.
Czarny Ostrów jest przykładem tego, jak jedno zgłoszenie w konkursie Wiki Loves Monuments (Wiki Lubi Zabytki) może uruchomić proces, który zmienia sposób myślenia o dziedzictwie — i sprawia, że staje się ono dostępne, opisane, widoczne.



